poniedziałek, 31 października 2011

apage satanas

cukierek albo psikus
usłyszałem nagle
złapałem się za guzik
a kysz! zmoro! diable!
pogański pomiocie!
wysłańcu sztana !

przed oczami
staje buzia roześmiana
 
toż to moje dziecko
w przebraniu potwora
a nie żaden diabeł
strzyga ani zmora
do komunii przystąpił
dopiero co w maju
 i tak z tym psikusem
cukierkiem zagaił
 
jest niepocieszony
widząc me obawy
Ej Tato!  z tobą...
to ... za grosz. nie ma zabawy

Pańska skórka


Pańska skórka
na wszystkich podwórkach
oraz w domu co jest z fortepianem
w kompleciku z obwarzanków koralem
zarzuconym na rękę lub szyję

sprzedawca co to rąk nóg nie myje
to dlatego smakują tak cudnie
pod cmentarną bramą w południe

dziecię prosi rodzica patrzy na to ulica
czy ten kit dziecku sprzeda
i na skórkę.. ach! pańską mu nie da
czy pogańskim zwyczajem ją da
wszak wróżyła babka na dwa
już sprzedawca się bierze pod boki
znicz dostały należny im zwłoki
teraz malcy chcą też mieć coś z życia
pańską skórkę i coś do popicia
posklejanych zębów na amen
tata robi w portfelu remanent
i wyciąga złotówek drżąc parę

bogu świeczkę- diablątkom ogarek

dojrzał

ukończył szkołę z wyróżnieniem
wyrzucony przed maturą
miał marzenia

z nią
bo marzenia
były rodzaju
żeńskiego
liczby pojedyńczej
dochodził aż
do końca lipca

młody lew
wygryzł go 
z posiadania
nie posiadał się
ze smutku
pogubił między
kieliszkami

marzenia rozmieniał
na drobne
szczupłe brunetki
w opozycji
do
współposiadania

w coraz mniejszym stopniu

na który
pewnego deszczowego dnia
już nie wszedł 

zastanawiając się
dlaczego nie przystąpił
do tego cholernego
egzaminu dojrzałości

niedziela, 30 października 2011

to ja lecę- autorstwa Bułeczki

( Bułeczka)

Mozna regulowac zegarki.
Tak,jak podobno wg spacerów Kanta ulicami Królewca.
Pobudka. Kawa. Pies. Buty do szewca.
Ewentualnie śniadanie.Zawsze to samo.
Ot,przyzwyczajenie. Kolejny nałóg?
Ser pomidor. Nic nie zmieniam.Wtedy trzeba mysleć.
A nie ma czasu mysleć.
Praca,praca,praca.
Rozmowa czasem ciekawa.
Druga kawa.
Zakupy. Stoje w korku. Nie myślę.Czekam cierpliwie.
Hoza. Pies. Czasem coś zjem.
Przeważnie leżę pół godziny bez ruchu,gapiąc się w sufit.
Bezmyslnie.W ciszy. O ile nie wyje karetka.
Pies wyje razem z nią. Rozmawia z karetką.
Pani jest zmęczona.
Rzucam swinką,albo smokiem.
Gdzie pileczka? Jeszcze pranie,rachunki,prysznic ispać.
Nie spię,czytam i nic nie rozumiem.
koniec dnia.
Czasami tylko coś się wydarzy.
Np.wczoraj.
Nieprzytomna i urobiona po łokcie.
Zmylam makijaż
Zmywaczem do paznokci.
Ot,podobne butelki....
oto lista Buły.
 
  
( Wieśniaczek)
nasza Bułeczka
a jakże z masełkiem
nie przejęta zgubionym
we windzie pantofelkiem
pobiegła w świat
ale wróci
olaboga
jak nie
to siłą zataszczę na bloga
ten wierszyk Buły
bo wielkiej urody
bez lania wody
o laniu wody
o psie i karetce
codziennej gonitwie
o tym że człowiek by wolał na Litwie
tymczasem przenosi swoją du.... utęsknioną
na małą kimkę lecz ją...obudzono
do pracy, do dzieła, do tysiąca kroków
i tak już od lat osiemnastu;))
dzień w dzień rok do roku
powróci Buła
postawi butelki
( hmmm czy butelkami
dało by się grać w bierki?)
 

tomkowi

Dnia 22 października 2011 roku
zmarł kochany Syn, Mąż, Tata, Dziadek,
nasz najmłodszy Brat


Tomasz Maria Radziejowski
ur. 16 lutego 1960 roku


Uroczystości pogrzebowe 28 października 2011 roku
rozpocznie msza św. w kościele pw. Dzieciątka Jezus
przy ul. Czarnieckiego 15 na Żoliborzu o godzinie 13.00,
po której odprowadzimy Tomka do grobu rodzinnego
na Powązki Wojskowe.

Pogrążeni w bólu


mama, Małgosia, Zuza, Natalia z Milenką oraz siostry i brat z rodzinami

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

usiadł na chwilę
między telefonami
nie zdejmując
codzienności

w tysiącu spraw
do załatwienia
nie zapomniał
przybyć
punktualnie

zadziwieni goście
wciąż nie mogą
uwierzyć


(*)

skądś wiedzieli

przyznana dożywotnia renta
wystarczyła

do dziesiątego

wzruszyła

ziemię

akt :)

jeszcze ciepła

wyrywa ałyczę z wierzchołków
dawno ostygłych wulkanów
w korzeniach drzemie lawa

zbiega ku dolinie
w poprzek przewróconych
płotów
wydeptaną do znudzenia
ścieżką

po krzyk bez echa

wyrównuje oddech

poprawia makijaż

sobota, 29 października 2011

piątek, 28 października 2011

tak...tylko

radość taka
że nie mieści się w głowie
unosi ręce podnosi nastrój 
i jeszcze parę innych rzeczy
choć może to tylko synonimy

jesteś
 
wzrok zostaje w tyle
idę za obietnicą
wyciszam koleżankę
koleżanki i jej problemy
z wyrostkiem

jesteś

na stole krześle
w windzie pomiędzy
oddechami

łapię okazję

druga sztuka użytkowa

to...już

więc to już teraz
ten dzień ta godzina
za oknami wiatr zimny
gałęzie bezlistne wygina
targając nimi bez litości
to w prawo to w lewo
a ja
jak to drzewo miotane
za oknem
to już dziś
pójdę 
może zmoknę
wiatr mną rzuci
jak bezdomnym liściem
nie nie wycofam się oczywiście!
krwi przelanej nie wstrzymam
bólu nie ulęknę
i jeszcze za cierpienia
podziękuję
na chwilę przyklęknę
wybaczę poświęcając 
cierpienia doznane na niwie...

no wiesz? 
ja się bardzo dziwię
że tyle biadolenia
stękania kwękania
dla jednego wyjścia 
do krwi pobierania

czwartek, 27 października 2011

smutasiek

trzeba zaprzestać słów
nie rozrzucać liter bez końca
nikt ich nie sprząta
lepią się od opadających emocji

może uda się choć

uśmiech upuszczony do buta
 podnieść
wytrzepać z zakłopotania

kaganek? O światy!

idę sobie
a tu kaganek oświaty
zwisa z ogrodzeniowej kraty
niby nic 
ogrodzenie solidne 
a duże prześwity sprawiają
że boisko widne
bo nie dodałem
że płot był od szkoły
i na tym płocie kaganek skądsięwzioły- 
hmmm dziwne słowo
ale mniejsza o to
kaganek zwisa ja idę i pytam
co to! dlaczego dynda
a nie w szkole świeci!
i komu... tak przy tym płocie...
bo nie widzę dzieci
w pobliżu
możę to niżu jakaś ciemna sprawka
że się kaganek nie zmieściłbył
w szkolnych wyprawkach
albo jakiś nauczyciel zmierzając na skróty
zahaczył kagankiem i zgubił
oszczędzają buty
i teraz wisi na płocie
jak jest w istocie?
kaganek nie daje mi spokoju
wracam do domu chodzę po pokoju
zastanawiam się co robić?
może sam mam ponieść!
może wystarczy jakimś służbą 
życzliwie o nim donieść!
wracam w miejce kaganka
doczesnego spoczynku
jakiś drab barczysty go trzyma w łapach
nici z pojedynku
nie żebym stchórzył ale ten narwaniec
twierdzi że to jego psa własność
że to niby ten..no...kaganiec!


ram tara tam

wysuwam nogę
 tarararam
chyba nie mogę
cały entuzjazm
do wstania znikł
chłód pod kołderkę
szybciutko wnikł

na nic orkiestry
do marsza tusz
ja nie dam rady
nie chcę 
i już!

ram tara ram
żesz w mordę misia!
ja jeszcze leżę
a sen już przysiadł
na oknie siedzi
i zaraz zniknie
ech trzeba wstawać...

a gdy chłód wniknie?
jeszcze mi zrobi 
może co złego?
wstawać? nie wstawać?

o nie kolego!

mimo żeś sobie
śnie wziął prysł
nie wstanę 
za diabła
choćbym tu skisł

wtorek, 25 października 2011

( Kajtkowi)

tak mi się ckni
do pejzaży 
z górskim potokiem
lub wierzbą rosochatą

weź się ogarnij 
tato

wiersza kilka gramów

rytm trzyma się rynny
i spływa w dół wiersza
zmywa resztkę wczoraj
jest godzina pierwsza
jest druga jest trzecia
pozostało dziś
na dobry początek
trochę mi się śni
potem wstaję senny
zwilżam suche ślipia
przypomina sobie to
słowo- arytmia
- ta splata południa
w szarobure supły
chwilę jeszcze liczysz
wieczór jest do dupy
z lodówki wyciągasz
byle jaką treść
i tak koło pierwszej
czeka się na deszcz

poniedziałek, 24 października 2011

sztuka użytkowa ( jedna sztuka;)

Po co [dialog poetycki - na wieśniaka i bułkę] 30 listopad 2010r. Z nk

[ BEATA Bułhak-Jankowska (Bułhak)]
Po co to,kurka,dzieci rodzić??
Najpierw są kolki! i lubią smrodzić.
Potem rózyczka,świnka i ospa,
A nagle-minutka-baba dorosła!!!!
Pól biedy jeszcze,jak nie ma ciąży
w gimnazjum do ciąży juz każda dązy!!!
Lekcje odrabiać trzeba z bachorem
Gdzieś lat...dwadzieścia!!!!
To wszystko chore!
Płacic za głupie rozmowy nocą,
z pierwszym chlopakiem,z glową pod kocem...
A teraz sluchać"jestem dorosła"!
Gówno dorosła!!!! Wielka,jak sosna,
A rozum tyci czasem,tyciutki...
Wiec jutro pojdę napić się wódki!:))))))

[Wieśniak Milkliwy]
Idż Bułeczko idż na wódkę
zabierz uśmiech, nie ze smutkiem
Przeżyj znów te lat dwadzieścia
Przyjścia ,wyjścia przejścia,wejścia...
Płacz i śmiech i kłótnie ... Losie!
mogłeś zagrać Jej na nosie!
I wdeptać w uczuć kompletną nędzę
Rodząc ją księdzem......


Beata

Gdybym byla księdzem
parafia cierpiala by nędzę!
bo nawet pod niezlym kacem
Nie zbieralabym na tacę:)))
Piła sobie mszalne wino...
Dobry Bóg uczynil mnie na szczęście dziewczyną!!!!:)))))))

Wieśniak

A takie nie zginą
Nie żyją z tacy i za co łaska
U toruńskiego radyja paska
I chlapią śmiało co na języku
I milsze od księdza są w dotyku...
I honorowe mają zdolności by...
zjeść bajaderkę.......gdy naród pości...

Niedosen

zabrakło mi nocy
wstałem taki nieobjęty
zaparzony w kawie
przełknąłem gorzką
pigułkę jesieni
 

niedziela, 23 października 2011

chatka



uciekam do bielonej 
wapnem chatki
krytej strzechą
niechby ciekło na głowę

do tej ciszy
której jak już tam jestem
i tak nie wyrażę żadnym
zbędnym słowem

do poczucia jedności z sielanką
"malowaną zbożem rozmaitem"
do wieczornych koncertów  z łąk
zakrapianych winem albo żytem

cieszyłbym się ogniem pod kuchnią
jak dziecko i za każdym razem
tymczasem siedzę w zasmrodzonym
mieście radujęc się obrazem

czasem zaBuli

"mamy kryzys
mija czas
na froncie ty i ja
już nie chcę tak
kryyyyyzys mam
mamy kryzys
a czas mija itd"
autor- Beata Bułhak


kryzys tam i tu
wybija ze snów
wyjada z lodówki
gubi lokówki
podnosi czynsze
i różne opłaty insze
odbiera mowę
a czasem mnoży słowem
wpada w histerie
wyczynia brewerie
bzdury plecie w dzienniku
stare fotki w popielniku
odgrzebuje żałując że wrzucił
kryzys nic innego
tylko by się smucił
zaglądał do pustych butelek
dziwiąc się że tak ich wiele
i wszystkie puste że i salomon
nie naleje
kryzys za oknem wieje
wdziera się w szczeliny
nie odpuszcza jako i my
dobiera się nam do de
i ciągle czegoś chce
nie dając nam spokoju

a bujajże się gnoju!
zrób miejsce dla rogu obfitości
jeszcze nie dość ci?

no i kupka

choć opowiem ci bajeczkę
bajka będzie o kupce piasku
I wiaderku i łopatce
tata siedzi na ławce
wiaderko jest pomarańczowe
w nim piasku tylko połowę
łopatka w rękach dziecka
wyraz zamyślenia na twarzy
piasek nagrzany od słońca
nie lepi się ale i nie parzy
przesypuje z łopatki
do wiaderka a chwilę potem
z powrotem
długie cienie dodają wzrostu
i uszy jakbym był kotem
tata pali papierosa
dym wyplata szare warkocze
na włosach
myśli o kupce piachu
ze strachem
tak o nim
znaczy o tym piachu
nie chciałby dziecku robić obciachu
i znaleźć się pod kupką
przygląda się małym stópką
i chciałby żyć w nieskończoność
i jako starszy jegomość bawić wnuki i pra
mieć krzepę zdrowie i emeryturę dla
siebie i swoich dzieci
piaseczek z wiaderka leci
na łopatkę
z łopatki do wiaderka
kupka piasku na tatusia zerka

między bajki

małgosia z piernikiem
królewna wybiera jabłko
wilk ma chrapkę na babcię
książę woli z żabką

i tak naprawdę 
to nie wiadomo
skąd na świecie tylu
homo


na psią łapę

zmęczona waruje przy psie
oddycha ciężko bo wie
że w każdej chwili
musi być gotowa
wylizaną dla pana
się poda
za małą zachciewajkę
nie szkoda
że taka mała cóż
prezentuj łapę
trwaj kochaj i służ
odpoczywaj gdy czas
w oddali las 
czeka ze spacerem
przez łany pól co za
ogonem kilwaterem
dla homo 
by trafił po śladzie
potem odpoczynek w sadzie
dla łapy miejsce na mchu
fiu fiu

sobota, 22 października 2011

w sądzie





doprowadzony przed sąd
postronny świadek
czuł się nieco skrępowany
przypomniał sobie ... był zawiany
owego dnia i nic nie pamięta
i czy to było w dzień zwyczajny czy święta
nie wiedział  i w ogóle to  chciał już  do domu
masując nadgarstki pod stołem po kryjomu
zaczął gęgać na wysoki sąd
a skąd te gęganie?- a stąd
że  wżdy narody i postronni
znają że Polacy nie gęsi i swój język znają
a on z gąskami szczególnie związany
i nic nie pamięta, bo był zawiany

tłocznik warszawski















przyjeżdżają
ze wszystkich stron
okupują każdy
wolnym skrawek
asfaltu
szukam przycisków
backspace i altu

piątek, 21 października 2011

wart tykań

kochał misternie wybielone kapliczki

dopieszczał je słowem uczynkiem
nie zaniedbał 

doceniony objął w dużym mieście
katedrę

tempo

dziecko mąż pies
kawa z mlekiem bez
kaszka bluzka pranie
zrobić sobie śniadanie
na tramwaj czy na autobus
no masz zeszytu zapomniał łobuz
już już lecę
jeszcze do toalety
wyszła

zalega cisza

kanapki zostały na stole
niestety

ostra sprzeczka;)

niepotrzebne wyrzuty
wzajemne krytyki
wzięliśmy na języki
niestworzone pleciemy 
dłonie
smutek opada na dno
żal żarem płonie

pion tek

nie było nas w Żaczku
nie było na Legii
inni nas ubiegli
zajęli stoliki
barki i krzesełka
a nam pozostała
cieplutka kołderka
i kawa poranna
i bardzo dzień dobry
wszak był Krzywousty
skoro był i Chrobry

seans w 3D

już od kwadransa palce na oparciu
bębnią niepewne wilgotne w rozdarciu
ty jesteś tuż obok oniemiały drzę
muszę! choćby dotknąć to napewno wiem
ręka szuka twojej unikasz bliskości
nie daję za wygraną choć ucieczka złości
wiotczejesz nagle ulegasz rozkoszy
teraz zwalniam ucisk nie mogę cię spłoszyć
w warkocze palców splatamy dłoń w dłoń
słyszę jęk zduszony krew rozrywa skroń
tak trwamy w opuszkach film się gdzię rozmywa
na ekranie on umiera ona ledwie żywa
chwytasz moją rękę prowadzisz na skraj
kusej spódniczki błagam chwilo trwaj!

pytasz nagle szeptem " i co będzie dalej?"
zamieram w sekundę nie rozumiem wcale
głos twój nie z tej strony!
panika powraca
o!w mordę misia!
to kogo ja
macam!

czwartek, 20 października 2011

śmieć dyktatora

śmierć dyktatora

ropa żywi się krwią

opadły emocje
wig usiadł

srebru zabrakło kupca

urażona duma franka
podskoczyła z wrażenia

carla tuli do piersi
nowe życie

nic się nie zmieniło
piasek przysypał
kolejną cegłę
konam twórczo namiętnie
celebruję niepokój
zostawiam świat mediów
paskudnych na boku
sam się zajmuję człowiekiem
przez ogromne CZ-y
jakąż potęgę odnajduję 
w nim
złamamy kredytem
ale nie umarły
bez proszków
procesy się w nim
zaparły
lecz trwa tak na przekór
przeciwnością losu

no i to właśnie wierszę
używam patosu
tonów podniosłych
jak jak...
noga burka
i dzieła tonami zawalają biurka
regały szafki i kuchenny stół

wyobrażam sobie jakby człek
się czuł
pod ciężarem miłości zdrady rozstania
a ja...coż
jestem tylko maszyną do pisania


ćma do dna


ciem chata bogata
                             strach siedzieć przy świecy
cienie ciem cichutko
penetrują plecy
nie czytam nie oglądam
nie zapalam lampki
ćmi żołądek z głodu
pożeram  kanapki
nie swoje  lecz żony
z samym chlebem tylko
do spania zachęcam
organizm pastylką

zasypiam dość szybko
jest ciemno dam radę
trochę w strachu nie powiem
że świecę

przykładem

Róża 5

ogląda podaną dłoń
delikatnie sprawdza
chropowatości
wyczytuje z ręki
smutek i radość
na przemian uśmiech
i zmarszczone czoło

dłuższą chwilę patrzy
głęboko w oczy
wreszcie mocno
oburącz chwyta palce
zapiera się spojrzeniem

odczytuję przekaz
wiesz tato muszę
trzymać cię mocno
jestem ci cholernie
potrzebna

środa, 19 października 2011

królestwo niebieskie


jeszcze będzie fajowo
świat zajdzie na turkusowo

i wyda błęktne dziecię
maję że nie nastąpi to w lecie
a pod koniec grudnia
za rok
malec zrobi swój pierwszy krok
wyda ostatnie tchnienie zieleni
no jednym słowem
wszystko się zmieni

greenpeace dostanie pasji
iście szewskiej
gdy nadejdzie tak niespodzianie
królewstwo niebieskie

żuczek

żuczek do żaczka
nigdy nie zawitał
a przecież o drogę
bardzo grzecznie pytał
pliszki kaczki
czajki baranka i kruka

pliszka dała mapkę
żuczek z mapą szuka

kaczka podała kurs
i ścieżkę jak trzeba
lecz we mgle nasz żuczek
poleciał do nieba

ale zaraz wrócił
i zapytał czajki
szczegółowy opis
wsadził między bajki

pobiegł do baranka
(czajka jeszcze tłumaczy)
baranek dostojnie
spytał co to znaczy?
jaki żaczek? co za żuk?
bał się przeinaczyć

zaraz spytał żony
czy by mógł głos 
zabrać jakże ceniony
w kwestii tej tutaj

i weź tu teraz żuczku
drogi sobie szukaj
kruk przeleciał tylko
ser trzymając w dziobie
skrzydłem tylko machnął
a radź żuczku sobie
ja dzioba nie otworzę
nie ma w ogóle mowy
zbyt wiele kosztował
sera kawał nowy

i żuczek do żaczka
nie przyszedł
a szkoda
bo wielka w takim
żuczku w żaczku
byłaby uroda



pajęk


można
napychać brzuch od lata
do późnej jesieni
fundamenty życia
powierzyć zieleni

lecz co potem?

już tylko  przyglądać się suszkom
zwiesić z bezradnie zawiązaną
muszką

historia głupcze!

gordyjska

się uparła na supełki
i już
dlaczego mam w dłoni nóż?

pandorska

wniosła we wianie
zamykanie - otwieranie

termopilska

niby nic wielkiego
a broni do upadłego

trojańska

zaplata dłonie
a gdzie konie?

wtorek, 18 października 2011

poniedziałek, 17 października 2011

okrętka

targa okrętem na fali
brzegu nie widać diabli nadali
ten sztorm i bosmana sadyste
wciąga majtka na listę do klaru
od grota po stępke
żagle precz zrzucić i na okrętkę
co to okrętka do diaska
wiatr się nasila bezan w pół trzaska
w pół do szesnastej godziny
bosman wypija rum dla rodziny
list wkładając do środka
że idą na dno już ich nie spotka
a potem krzyczy zawzięcie
chyba toniemy! klar na okręcie!

platformers

postawił na platformę
dogmat o nieomylności
na niej błogosławi
wita żegna gości
w niej pokłada nadzieję
wiara jego ekscelencji
być może w micie
kolejnej kadencji

hipopotam

( Jędrusiowi)


na ulice miasta Gotham
wpadłbył spory hipopotam
- zwierzę z bardzo dużą paszczą-
na dodatek całkiem na czczo

na mieszkańców strach padł blady
wtem
tadaaaaaammmmm
jest! Batman!
nie dał rady

niedziela, 16 października 2011

nad Morzem Martwym


siedział dzień cały
nie powiedział słowa
apostoł ostrzy
pióro od nowa
przypowieść nie pada
tylko tak siedział
uśmiechał się patrzył
nic nie powiedział
zresztą całkiem słusznie
gdyż świat już stworzony
zwierzęta mają paszę
gospodarze żony
bez których prawowierny
nie znaczy nic wcale
ziemia przyciąga
całkiem doskonale
marność jest wszystko
i nic co ludzkie-
- wiedzą w  Kaliszu
i znają pod Słupskiem
że świat jest malutki
a reszta zbyt wielka
że życie  bez sensu
lecz ktoś z góry zerka
wystarczy teraz 
rozpalić ognisko
tam wrzucić ziemniaki
mieć w dupie wszystko
lecz skąd nasz apostoł
miałby to wiedzieć
to nudne bez słowa
przy nim wysiedzieć
i po co?
no po nic !
niech dunder to świśnie
zaraz coś poradzi
a słowo 
zawiśnie

wrrrrrócę

sobota, 15 października 2011

herbatka

po butka

leży na drodze but
mały ciut
jak dla kopciuszka
na małą nożkę
komuś zabraknie
na drogę
tego buta
osóbka będzie struta
albo narobi odcisków
na stopie
mówię sobie
rusz się chłopie!
to twoja szansa
odnajdź pasującą stopę
i właścicielkę tejże 
z mopem
przemierzam kraj
wszerz i wzdłuż
a nusz? nóż?
mam przy sobie
bo jak nie założy
po kwiecistej mowie
użyję środków !
gdzie jesteś kopciuszku
żabciu myszko kotku?
nie kotku nie
kot miał oba buty
i by nie zgubił
bo na cztery nogi kuty

piątek, 14 października 2011

nokia (proza)


Wczesną wiosną wyrwał mnie z zimowego uśpienia dzwonek telefonu.
Odebrałem zdziwiony tym nagłym zainteresowaniem moją osobą. To była pomyłka, dyskretnie spytała, czy nie przeszkadza i czy oferta sprzedaży samochodu wciąż aktualna. Nie mam samochodu, ale głos był tak ciepły, tak serdeczny że trwoniąc resztki przyzwoitości, narażając ją na koszty, kontynuowałem rozmowę. Ta poszybowała w rozmaitych kierunkach. A to o pogodzie, a to o planach wakacyjnych,
o polityce - tyle wszak się w niej dzieje.

Nokia - przyjacielska, ciekawa, intrygująca, komunikatywna...

Można by pomyśleć że na tym ta historia się kończy. Nic bardziej mylnego. Nokia dzwoniła coraz częściej, rozmowy trwały coraz dłużej. Lista tematów zdecydowanie się zawęziła do zagadnień filozoficznych, egzystencjonalnych.

Nokia - oczytana, filozofująca, intrygująca, pomocna...

Początek lata to już pasmo niekończących się telefonów, pełnych szczebiotu, kokieterii i ciepłych a nawet gorących słów, zdań, referatów. Nokia dopadała mnie przy obiedzie, w ubikacji, na ważnej naradzie. Nie pozwalała na chwilę wytchnienia.

Nokia- uwodzicielska, kochająca, obłapiająca, rozkoszna...

Koniec lata przyniósł pierwsze objawy zmęczenia. Nokia milkła. Nie dawała znaku życia przez cały dzień, by potem jakgdyby nigdy nic powrócić do wczesnoletniego rozpasania. Rozmowy trwały do końca baterii, a po włączeniu telefonu, najpierw nadlatywały bzyczące sms- y, pełne wymówek a potem ciepły głos każący ignorować te niepokojące sygnały.

Nokia - nierówna, oobrażalska, deprymująca...

To był początek października. Zamilkła. Dmuchałem w słuchawkę, potrząsając energicznie próbowałem zmusić ją do wydania dźwięku. Nic. Cisza. Kupiłem nową baterię, lepszą ładowarkę i czekałem. Cisza zaczęła być nieznośna. Zacząłem sobie z nią radzić czytając książki, oglądając telewizję. Uporządkowałem wreszcie zdjęcia w albumie. Ciągle jednak zerkałem w kierunku telefonu, sprawdzając pocztę, zasięg i stan baterii. Wreszcie zadzwoniła.

Nokia - płacząca, depresyjna, milknąca...

Do końca jesieni dzwonki były nieregularne. Czasem zwiastowały jedynie ciszę w słuchawce. Sms-y kiedyś tak pełne eksresji, zawierały zdawkowe pytania z nieszczerym emotionkiem. Zaczęłem pić

Nokia - zdawkowa, smutna, przygnębiająca...

Dwa dni przed Bożym Narodzeniem zamilkła. Czekałem. Ubierałem choinkę, śpiewałem kolędy, witałem Nowy Rok. Nic. Zdechła. Umarła na amen. Nie pomogły zaklęcia, nocne czuwanie, urlop okolicznościowy ( by nie przeoczyć znaku życia). Skończyło się.

Nokia - pi pi pi pi pi pi pi pi pi

Wczesną wiosną poszedłem z nią do parku. Słońce świeciło cieplutko. Przyroda budziła się do życia. Ptaki śpiewały jak oszalałe. Czasem śpiew przypominał o dawnym rozśpiewaniu mojej nokii. Wyjęłem ją z kieszeni. Ostatni raz popatrzyłem na nią. Uśmiechnęłem się szeroko do własnych myśli. Wstałem i poszedłem do domu. Nokia została na ławce. kiedy oddaliłem się o kilka kroków usłyszałem wyraźny sygnał mojego telefonu. Nie odwróciłem się.

Teraz mam samsunga
                                                                         
                                                                                                                                        21 sierpnia 2011