środa, 17 października 2012

zbiorczy



kupujcie  owady z całego świata
zbierajcie  numizmaty
odbierzcie  na poczcie dogodnie
na raty
w powitalnej paczce ozdobne
etui i 
podziękowania - na tym punkcie czuli
- dajemy jeszcze
gwarancję
niespodzianki w przesyłce
co dziesiątej
dla wyjątkowego ciebie
byle byś był
kontent

malkontent


wtorek, 16 października 2012

a równo




futra płaszcze jesionki kurtki 
okrycia wyjściowo wejściowe
u szatniarza wszystkie
jak leci
po pięć złotych

kapelusze
za połowę



poniedziałek, 15 października 2012

og nisko

wesoło płonie ognisko
radośnie strzelają snopy
lądują w ogniu dziady
i chłopy
antek nędznicy i kamizelka
łysek z pokładu ku iskrom zerka
ciepło się wita z ogniem iliada
nad niemnem leniwie brzegami podkłada
potop rozkłada płomiennie strony
kazania pod niebo idą z ambony

płonie ognisko
i człowiek płonie
mimo 
że stoi po drugiej stronie

niedziela, 14 października 2012

o sensie


no koniec świata

a kaczki kiedy

z jasnego nieba gruchnęła wieść
czas się wypełni  za dni dokładnie
sześćsetsześciesiątsześć
bo to normalnie sodoma gomora
zamknąć interes  najwyższa pora

gołąb odleciał została smuta
bo co tu robić
no umarł w butach
bo co tu robić
gdzie tu się skryć
aby ocalić choć własną rzyć

każdy naprawić stara się  błędy
a
kaczki pytają 
no a którędy?
a po co?
czy kaczki też?
czy ktoś wspominał wogóle o kaczkach?
niedźwiedziu wiesz?
no żesz!







sobota, 13 października 2012

chwalba

"Kajtkowi, Druli i Runi"


nim  odejdę na dalszy plan
w ostatnią już w życiu podróż
astralną
no nie wiem sam
czy chełpić się mam?
żem ojczyznę zastał upodloną
a zostawił
wirtualną

piątek, 12 października 2012

pod grzybami warszawy


wyłamanym zębem remontów
omszała wita się fasada
w zimnych światłach witryn
sterylnie trupioblada

dynamikę ruchu
kryje czeluść przejść
szczur z drugiej linii 
stroszy tłustą sierść
zamawia kebab 
w zestawie na wynos

drapowana blond piękność
nie płaci za kino
wchodzi na pana
pod płaszczem
z zasadami

posadzki kościołów 
błyszczą kolanami
coraz to 
rzadziej

pobielony marszałek
długim cieniem kładzie
szablę na wyniosłym
z pracy 
grupowym zwolnieniu

strzela w górę powierchnia biurowa
korzeń na korzeniu 
spróchniałym
od łez komunalnika

marazm zaprawia budowle
coraz głębiej wnika
w poskórną kurzawkę
i dalej w jądro ziemi
miasto zapada się mieszkańcy

wciąż jeszcze obecni

nieusprawiedliwieni